poniedziałek, 6 listopada 2017

Kto zapłaci za strajk listonoszy?

Kto zapłaci za strajk listonoszy?


Autor: Tomasz Bar


Kiedy kilka dni temu miałem wątpliwą przyjemność odstania dłuższej chwili na poczcie chcąc wysłać polecony, pani w okienku głośno zaznaczała: „Proszę się przygotować, że będą duże opóźnienia w doręczeniu.” Na to ludzie w kolejce zareagowali zdziwieniem. Dlaczego? Strajk listonoszy, proszę Państwa.


Dziś już nikt nie jest zaskoczony, gdyż całej Polsce grozi protest listonoszy.

Poczta Polska nie bez powodu należy do najmniej lubianych instytucji publicznych.
Strajk z pewnością nie przysporzy jej sympatyków.
Pytam - dlaczego protest ma uderzyć w klientów?
Jeśli strajkują górnicy, szkody idą na koszt firmy. I choć jest to niedopuszczalne działanie na niekorzyść pracodawcy, wszystko zostaje ograniczone do jednego miejsca.
Gorzej jeśli protest w jednej firmie dotyczy setek tysięcy, jeśli nie milionów obywateli.
Dziennie Poczta obsługuje ponad 4 mln przesyłek. Drugie tyle to ulotki reklamowe. Nie trudno się domyśleć jakie konsekwencje może rodzić zastój w ich dostarczaniu przez kilka czy kilkanaście dni.
Pomijając zwykłe listy czy kartki pocztowe od rodziny, listy zawierają ważne dokumenty firmowe, wyciągi, przekazy pieniężne, wezwania do urzędu skarbowego lub sądu itp.
Kilkudniowe opóźnienie w otrzymaniu takich przesyłek może powodować spore kłopoty.
Stanie w długich kolejkach, po odbiór aby odebrać swoją korespondencji będzie tu najmniejszą uciążliwością.
Mało kogo bowiem interesuje, że list nie dotarł na czas.

Poczta Polska, a raczej jej władze na pewno zdają sprawę, ile wpłynie skarg i wniosków o odszkodowania. Całkiem słusznych skarg. Klienta nie obchodzą wewnętrzne spory załogi z firmą.
Chce mieć przesyłkę na czas i ma prawo tego oczekiwać. Jednak PP jest zabezpieczona przed takimi skargami poprzez stosowne przepisy, które mówią że wysokość odszkodowania może stanowić jedynie pięciokrotność kosztu wysyłki listu. Nawet jeśli liczyć setki tysięcy skarg, PP nie ucierpi na tym wiele, a ewentualnych kosztów nie omieszka przerzucić na klienta. Tak czy inaczej, poszkodowany będzie klient.

Listonosze żądają wyższych pensji. Po części trudno im się dziwić. Przeciętna pensja nie przekracza 1300 zł brutto. Praca nie należy do zbyt przyjemnych i bezpiecznych (roznoszenie rent i emerytur).
Dlaczego jednak doprowadzono do takiej ostateczności, że nagle listonosze poczuli się jak gorsi, niedocenieni pracownicy?
Czy to wynik przedwyborczych obietnic podwyżek dla różnych grup zawodowych?
Listonosze podobnie jak pracownicy aparatu skarbowego, mogli poczuć się pominięci, w planach przyszłorocznych podwyżek płac.

Czy nie można było wcześniej negocjować ze związkami zawodowymi i nie dopuścić do ostateczności, czyli protestu?
Czy pensje muszą być tak niskie?
Gdyby tylko prowadzona była racjonalna polityka kosztowa w firmie, na pewno nie.
I tu pojawia się zagrożenie dla zmian w firmie ze strony samych pracowników. Okazuje się, że oprócz żądań płacowych załoga Poczty Polskiej domaga się wstrzymania procesów komercjalizacji poczty.
To strzelenie sobie bramki samobójczej w ostatniej minucie meczu. Bez radykalnych zmian w firmie, za 2-3 lata Poczta stanie w obliczu zagrożeń, o jakich dziś chce za wszelką cenę zapomnieć.

Poczta Polska jako nieefektywny moloch już jest skutecznie podgryzana przez prywatne firmy kurierskie. Okres ochronny na monopol najlżejszych listów do 50 gramów kończy pod koniec 2008 roku. Już teraz prywatni operatorzy używając cięższych kopert omijają zakaz i świadczą usługi w zakresie dostarczania najlżejszych listów. Pozostaje czekać, aż rynek całkiem się otworzy, a wówczas na Pocztę Polską padnie blady strach. Światło dzienne ujrzą wszelkie niedociągnięcia i Poczta podzieli los TP SA, która pomimo zwolnień blisko 2/3 pracowników wciąż ma poważne problemy z byciem konkurencyjną.
Mając na uwadze, że PP zatrudnia 99 tys. pracowników będzie kogo zwalniać.

Nic tak nie uzdrawia jak konkurencja, a Poczta Polska to jedna z ostatnich firm, którym udało się uchować pod ochronnym parasolem państwa. Nie musi dbać o klienta, bo ten nie ma innej alternatywy. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Pierwszy chętny do odebrania Poczcie klientów już się pojawił. To krakowska firma InPost. Póki co działa w 71 miastach, ale w planach jest budowa blisko 2 tys. placówek. Za nią przyjdą z pewnością kolejne firmy.


http://www.FinanseOsobiste.pl

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz